Na profilaktykę nie ma już czasu. Otyłość trzeba leczyć i to już na poziomie powiatu. Tak apelowali 17 maja 2016r. eksperci Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością (PTBO) i zaproszeni przez nich specjaliści do komisji zdrowia Senatu RP, przedstawiając sprawozdanie pt. „Los Polaka chorującego na otyłość w Polsce powiatowej”. Do zespołu sprawozdawczego zaproszono Magdalenę Gajda, Prezesa Fundacji OD-WAGA i Joannę Drozd, Lidera OD-WAŻNEJ Grupy Wsparcia woj. podkarpackiego.
Specjaliści wyjaśniają
- Otyłość nie powstaje z wyłącznej winy chorego. Otyłość nie jest spowodowana nadmiarem tkanki tłuszczowej. Otyłość to choroba o złożonej etiologii, w której rolę odgrywają czynniki środowiskowe, psychologiczne i zaburzenia pracy hormonów regulujących pobór pokarmu – tłumaczyła w Senacie prof. dr hab. Magdalena Olszanecka- Glinianowicz, Prezes PTBO.
Prof. dr hab. Mariusz Wyleżoł, chirurg bariatra, Kierownik Kliniki Chirurgii Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej wyjaśniał: Opieka nad chorymi na otyłość w Polsce nie jest w żaden sposób usystematyzowana. W tzw. dużych miastach, zwykle w ośrodkach akademickich, opieka ta funkcjonuje głównie w oparciu o poradnie różnych specjalności zajmujące się leczeniem powikłań otyłości, np. cukrzycy, nadciśnienia, ale nie nią samą. Jednak już w odległości kilku, kilkunastu kilometrów od tych miast pacjenci są pozbawieni jakiejkolwiek opieki. Wprawdzie w kilku rejonach Polski udało się dzięki wysiłkowi lokalnych władz zorganizować kompleksowe ośrodki. Trudno jednak oczekiwać, że opieka zdrowotna nad tą, niestety coraz bardziej liczną grupą chorych w całym kraju, będzie zależeć jedynie od inicjatyw władz lokalnych, gdyż w sytuacji powszechnej dyskryminacji tej grupy chorych jest to nierealne.
Prof. Olszanecka – Glinianowicz przedstawiła obecną „ofertę leczenia” dla chorych na otyłość. Mamy zatem lekarzy rodzinnych, często nie mających wiedzy o chorobie otyłości, uprzedzonych do nowoczesnych metod jej leczenia, nieprzygotowanych do rozmowy o otyłości, bo „to wstydliwy problem pacjenta”. Mamy dietetyków, u których wizyty są odpłatne, dla większości chorych nieosiągalne. W wielu wypadkach dietetyków nastawionych na działanie zgodne z oczekiwaniami pacjenta, czyli doprowadzenie do szybkich, krótkotrwałych ubytków wagi. Mamy też osoby bez wykształcenia medycznego i dietetycznego, które udzielają porad, „jak schudnąć”, czyli jak leczyć objawy choroby otyłości. I ogrom „diet-cud” w księgarniach, czasopismach, internecie oraz coraz więcej nielegalnych, niebezpiecznych „środków odchudzających”.
- A do kompleksowego, efektywnego leczenia chorych na otyłość konieczny jest zespół specjalistów złożony z: lekarza rodzinnego, który wykonuje przesiewową diagnostykę stanu odżywiania i kieruje do lekarza obesitologa – specjalisty leczenia otyłości. Ten zaś diagnozuje podłoże choroby, kieruje leczeniem zachowawczym, kwalifikuje do zabiegów chirurgicznego leczenia otyłości, prowadzi pacjenta w leczeniu pooperacyjnym, a w tym wszystkim współpracuje z dietetykiem, psychologiem, fizjoterapeutą i chirurgiem bariatrą – mówi prof. Olszanecka-Glinianowicz.
Dr Elżbieta Tomiak, członek Zarządu Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce wskazała na atuty lekarza rodzinnego wspierającego profilaktykę i leczenie otyłości. Są nimi przede wszystkim ciągłość i kompleksowość opieki nad pacjentem. Niestety, na jednego lekarza rodzinnego przypada 2750 osób. Przeliczając na godziny pracy, jeden lekarz udziela codziennie nawet i 45-50 porad, mogąc poświęcić jednemu pacjentowi ok. 10 minut. W takich warunkach trudno zachować ciągłość dobrych, indywidualnych relacji: lekarz – pacjent.
W zespole specjalistów zaproszonych przez PTBO na spotkanie z senacką komisją zdrowia znalazł się także dr Piotr Szenk, dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej „Szpitala Powiatowego” w Sochaczewie. Jest to jest z nielicznych w Polsce szpitali powiatowych wykonujących zabiegi chirurgii bariatrycznej – głównie dla mieszkańców swojego regionu. W 2013r. zrealizowano tam 104 zabiegi chirurgii bariatrycznej, rok później – 107, a w ubiegłym roku – 128. Placówka poniosła koszty inwestycyjne na zakup nowych urządzeń dostosowanych do potrzeb osób chorych na otyłość olbrzymią i skrajnie olbrzymią. Ale przy okazji okazało się, że stół operacyjny zwykły i bariatryczny kosztują niemal tyle samo. Dr Szenk wskazał, że leczenie otyłości w szpitalu powiatowym umożliwia pacjentom lepszy, szybszy dostęp do wszystkich świadczeń. We „własnym” szpitalu chory na otyłość ma możliwość leczenia nie tylko choroby wyjściowej, ale także schorzeń współwystępujących, także układu kostno-stawowego.
Dr Krzysztof Rzewuski, ordynator oddziału ortopedii szpitala w Sochaczewie przypomniał, że otyłość prowadzi do wielu schorzeń ortopedycznych. Wielu pacjentów chorych na otyłość, wymagających tego rodzaju zabiegów - np. wszczepienia sztucznych stawów, rekonstrukcji pourazowych, nie jest dopuszczanych do operacji ze względu na otyłość. Brak leczenia ortopedycznego prowadzi u nich do trwałej niepełnosprawności.
Wśród lekarzy omawiających sytuację osób chorych na otyłość nie mogło zabraknąć diabetologa. Był nim dr hab. Piotr Piątkiewicz, Kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Diabetologii Warszawskiej Akademii Medycznej, który przedstawił program wczesnego wykrywania i profilaktyki cukrzycy na Mazowszu.
Czy zawsze będę „za gruba”?
Joanna Drozd z Sanoka (woj. podkarpackie) po raz pierwszy usłyszała od lekarzy, że jest „za gruba” kiedy miała 10 lat. – Kolejne lata to powtarzająca się sekwencja: dieta-efekt jojo, dieta-efekt jojo – wspomina Joanna. - W ciąży przytyłam kolejnych 17 kg, a po porodzie waga stale rosła. Dietetycy wciąż zalecali to samo: dieta 1000-1200 kalorii i więcej ruchu. Stosowałam się do zaleceń i tyłam. W końcu poddałam się. Ogarnęła mnie bezsilność. Uznałam, że nikt mi już nie pomoże.
Ludzie mówili: gruba, ale „za to” ma ładną buzię; gruba, ale „za to” inteligentna; gruba, ale „za to” wesoła. – A ja „za to”, że byłam gruba musiałam starać się bardziej od innych o akceptację – mówi Joanna. – Obcy patrzyli na mnie z pogardą, obrzydzeniem, a bliscy ze współczuciem, litością. W każdych oczach widziałam zarzut: to jej wina, do „czego” ona się doprowadziła… Żyłam w przekonaniu, że nie mogę być zła, smutna, a już na pewno nie głodna. Bo byłam „za gruba” i mnie nie wypadało.
Był czerwiec 2013r. Joanna miała 160 cm wzrostu i ważyła już 128kg. Zgłosiła się do chirurga naczyniowego z żylakami. Ten, spojrzał na nią z troską i zapytał dlaczego się nie ratuje? – Urażona, prawie wykrzyczałam: bardzo chętnie, tylko jak? Wtedy usłyszałam dwa magiczne słowa: chirurgia bariatryczna – mówi Joanna. Zaczęła szukać informacji o zabiegach chirurgicznego leczenia otyłości z decyzją, że podda się operacji. Nie wszyscy to rozumieli. Lekarz rodzinny wypisując skierowanie na badania diagnostyczne powiedział drwiąco: jak Pani chce, ale to i tak Pani nic nie pomoże. - Mylił się. W czerwcu 2013r. przeszłam tzw. rękawową resekcję żołądka. Od tamtego czasu schudłam 53 kg – mówi Joanna.
- Przez całe życie zastanawiałam się jak poważna jest moja choroba, skoro medycyna działa już takie cuda, że przywraca ludziom wzrok i słuch, wymienia chore serca, wątroby, a mnie nikt nie może pomóc usunąć raz na zawsze tkanki tłuszczowej – mówi Joanna Drozd, dziś już Liderka Grupy Wsparcia woj. podkarpackiego Fundacji Osób Chorych na Otyłość OD-WAGA, podczas swojego wystąpienia przed Komisją zdrowia Senatu RP.
Polska z perspektywy chorego na otyłość
- Ponad 60 proc. społeczeństwa z nadwagą i otyłością (dane GUS i Eurostat). Ok. 1,5 mln osób chorych na otyłość olbrzymią (BMI – wskaźnik masy ciała – 40+) – to dane z klinik chirurgii bariatrycznej. Coraz nowe przypadki chorych na otyłość skrajnie olbrzymią – BMI 50+ (waga od 150 kg), którzy nie wychodzą z domów i tam umierają. Najcięższy, „ujawniony” człowiek ważył 335kg - mówiła przed senacką komisją zdrowia Magdalena Gajda, Prezes Fundacji OD-WAGA.
W przychodniach i szpitalach, zwłaszcza w małych miejscowościach i na wsiach, brak sprzętu do diagnostyki, leczenia, rehabilitacji i opieki nad chorymi na otyłość, choć na rynku można je już zakupić. Jeśli nie ma wagi do zważenia chorego na otyłość olbrzymią, do jego karty wpisywane są „parametry”: „ostatnie znane”, „uzgodnione z rodziną”, „orientacyjne”. Nie wiadomo jak dawkować takim chorym leki: przeciwbólowe, znieczulające, zwiotczające, antydepresyjne, antybiotyki. Często są obiektem drwin personelu placówek medycznych. Ale też strachu, bo pielęgniarki i pielęgniarze, bez sprzętu pomocniczego, nie wiedzą jak ciężkiego pacjenta unieść, przekręcić, żeby sobie samemu nie zrobić krzywdy.
Nie ma procedur ratowniczych udzielania pomocy osobom z otyłością skrajnie olbrzymią, ani procedur przewozu zwłok takich zmarłych. Nie ma w całym kraju wypożyczalni sprzętu inwalidzkiego (wózków, chodzików, balkoników, wózków toaletowych itp.) dla osób ważących ponad 120kg. Nie ma zatem szans ani na ich aktywizację ruchową, ani na w miarę normalne życie, ani na wyjście z domu.
- A chorzy na otyłość wciąż informują o nowych problemach, o nowych obszarach życia społecznego, z których ich wykluczono. Nie nas w aktach prawnych i systemie wsparcia socjalnego. Trzeba nawet wprowadzić poprawki do prawa budowlanego, bo w drzwiach przychodni zdrowia nie mieszczą się wózki bariatryczne – mówiła przed senacką komisją zdrowia Magdalena Gajda, Prezes Fundacji OD-WAGA.