Szykowałam się do ślubu. W jednym z salonów pochwaliłam suknie na wystawie. Naprawdę były ładne, choć zdawałam sobie, że to nie mój krój. Byłam po prostu uprzejma. A sprzedawczyni na to: „To jest płaska 36-tka. W to się Pani na pewno nie zmieści". W drugim salonie, w którym zamówiłam suknię, podczas przymiarki krawcowa wciąż zwracała się do mojej „świadkowej" mówiąc jaka to ma wspaniałą figurę do sukni ślubnej, a ja, czyli panna młoda, to ma rozmiar 44, albo i więcej...

Anna, 32 lata, Szczecin